Strony

.

.

czwartek, 29 grudnia 2011

Z dzieckiem na lotnisku, z dzieckiem w samolocie

Zazwyczaj na Święta jechaliśmy do Rodziców samochodem. Droga jest długa, męcząca, a w okresie świątecznym dodatkowo mocno zakorkowana. Alternatywą jest pociąg, który zimą z ogromnymi świątecznymi bagażami też byłby wyzwaniem, oraz samolot. Właśnie z tego ostatniego rozwiązania postanowiliśmy skorzystać w tym roku. Przede wszystkim wydało nam się to najszybszym i najwygodniejszym sposobem podróżowania z małym Dzieckiem. Ponadto chcieliśmy sprawdzić jak Antoś zniesie podróż samolotem. Ja z Antkiem poleciałam trochę wcześniej. M. doleciał do nas w sobotę rano. Wracaliśmy razem.
Wszystko było dokładnie zaplanowane. W środę po południu zamówiłam taksówkę z fotelikiem dziecięcym, którą udaliśmy się razem z Antosiem na lotnisko. Nadałam bagaż i upewniłam się, że na terminalu są windy przy każdej bramce tak, że nie będę miała problemu z dostaniem się do autobusu, który podwozi psażerów do samolotu. Samolot bowiem startuje z płyty lotniska, nie spod terminala. Z Antkiem w wózku oraz bagażem podręcznym skierowałam swoje kroki do kontroli bezpieczeństwa. Panowie ochroniarze poprosili bym położyła wszystko na taśmę, wyjęłą Dziecko z wózka, wózek położyła na taśmę oraz z Dzieckiem przeszła przez bramkę. Poprosiłam o pomoc tlumacząc, że podróżuję sama z Antosiem,który jeszcze nie stoi o własnych siłach. Obsługa lotniska pomogła mi bez mrugnięcia okiem.Wszystko przebiegło bez zastrzeżeń. Poszliśmy zatem z Antkiem do naszej bramki, po drodze odwiedzając kilka sklepów (nie mogłam się oprzeć) i tam czekaliśmy na przyjęcia nas na pokład. I tu zaczęły się problemy. Okazało się, że windy niestety nie ma. Są schody. Wysokie, strome i wąskie. Poprosiłam Panią obsługującą nasz lot o pomoc, a ona tylko wywróciła oczami odpowiadając,że nie wie do kogo ma zadzwonić. Udałam,że tego nie słyszę na co Pani po chwili namysłu zaproponowała bym poczekała przy schodach, a ona zadzwoni po pomoc w zniesieniu wózka. Także czekałam. Wszyscy podróżujący siedzieli już w autobusie, a ja wciąż czekałam. Czekałam i czekałam. Po ok 15 minutach postanowiłam pójść przypomnieć się Pani. I co się okazało?? Pani już nie było. Bramka zamknięta. Musiałam zatem ze schodami zmierzyć się sama. Schodek po schodku zjeżdżałam zatem na tylnich kołach wózka. Na kucaka, bo schody były strome. Z przewieszonym przez ramię bagażem podręcznym. Niezapomniane doświadczenie. Na szczęście się udało. I na szczęście autobus na nas czekał. Pojechaliśmy zatem na płytę lotniska, pod samolot. Tam postaliśmy chwilę w autobusie i wróciliśmy pod te same schody, którymi schodziłam sama z wózkiem. Awaria samolotu. Obsługi lotniska nie było tak więc poprosiłam jednego z pasażerów o pomoc. Chętna była tylko jedna Kobieta. Może też kiedyś musiała przemierzać schody z wózkiem...Wniosłyśmy wózek i czekałyśmy na informacje dotyczące lotu. Godzinę później ponownie poproszono nas o przechodzenie do autobusu. Tym razem, nauczona doswiadczeniem, domogłam się pomocy nim jeszcze obsługa lotniska zdążyła przede mną uciec. Przy samolocie trafiłam na miłych Panów, którzy pomogli mi złożyć wózek i zapewnili wchodzenie do samolotu bez kolejki.
Podróż powrotna odbyła się bez niespodzianek. Byliśmy z M., a dwójce dorosłych podróżuje się z dzieckiem o wiele łatwiej.
Antoś, mimo zmęczenia spowodowanego opóźnieniem, oraz wszelkich innych niedogodności, zachowywał się wzorowo. W samolocie bardzo mu się podobało. Nie płakał, nie krzyczał. Siedział sobie na kolankach i darł gazetkę pokładową :). Złote dziecko.

fot.: http://www.lot.pl/

4 komentarze:

  1. To potwierdza - są ludzie i "ludzie", z pomocą różnie bywa, a wystarczy tylko chcieć. Fajnie, ze Antoś dobrze zniósł lot A daleko lecieliście ?

    OdpowiedzUsuń
  2. oj strasznie boje sie tej pierwszej podróży do PL..

    OdpowiedzUsuń
  3. @Elsa: lecieliśmy króciutko,bo zaledwie godzinę - z Warszawy do Wrocławia. Była to mimo wszystko okazja aby się przekonać,jak Antoś w ogóle znosi lot i zmiany ciśnienia.

    @BIG m: Rozumiem Twoje obawy. Ale warto spróbować, bo może wcale nie będzie tak źle. Pamiętaj, żeby wziąć dużo picia - w samolocie powietrze jest bardzo suche i Antoś podczas godzinnego lotu wypił 250 ml. Tylko tyle mieliśmy, a sądze,że gdybym wzięła więcej to też nic by nie zostawił.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam też wodę morską w sparyu do nosa, bo powietrze rzeczywiscie w samolocie bywa koszmarne..

    A z linii loticzych polecam Iberię - oni nawet na ten bezpłatny bilet dla dziecka przyznają 23 kg bagażu, słusznie uważając, że mały człowiek ma duże potrzeby..

    I w Lufthansie też sympatycznie - daja dzieciom na pokładzie prezenty-mini zabawki, i bez problemu dostałam dla Pawełka dodatkowy obiad, mimo że leciał na tym bezpłatnym bilecie i tam posiłku niby nie było.

    OdpowiedzUsuń